Miasto marzeń: dlaczego mogłabym zamieszkać w Melbourne?

Kosmopolityczna stolica stanu Wiktoria w Australii. Miasto, które od lat wygrywa w rankingach na najprzyjemniejsze miejsce do życia. Metropolia nad rzeką Yarra, w której żyje ponad 4,5 mln ludzi będących mieszanką wszelakich narodowości. W Melbourne spędziłam trochę ponad miesiąc. To zdecydowanie za krótko na poznanie tutejszego życia od podszewki i na odkrycie wszystkich tajemnic, zakamarków, ale wystarczająco długo na zatracenie serca w tym odurzająco pięknym mieście. Co mnie tak szczególnie urzekło w Melbourne? 


Po ponad dwudziestogodzinnym locie i zmianie strefy czasowej wylądowałam na australijskiej ziemi. Melbourne powitało mnie ciemną, wieczorową porą. Wyjście z lotniska trwało długo, bo w Australii nikt się nie śpieszy a do kontroli paszportowej ustawiły się tłumy ludzi, również z innych lotów. Emocje, dreszczyk niepewności. Miła Pani kontroler z uśmiechem przepuściła mnie przez bramki. Tak oto znalazłam się na końcu świata i od razu poczułam pozytywne wibracje otoczenia. Melbourne przyciąga jak magnes. Byłam pewna, że czeka mnie niesamowita przygoda- marzenia zdecydowanie się spełniają, czasami zupełnie znienacka!

Metropolia inna niż wszystkie

Z czym kojarzy się metropolia? Z tłumem, pośpiechem, stresem i korkami. Życie w zgiełku wielkiego miasta, choć bywa fascynujące- męczy. W stolicy Wiktorii jest inaczej. Najwięcej dzieje się oczywiście w samym ścisłym centrum tzw. CBD. Tam odczujemy ruch, ilość mieszkańców i brak miejsc parkingowych, ale poza centrum panuje cisza i spokój. Melbourne jest bardzo, baaardzo rozległe, każda dzielnica ma swój wyjątkowy klimat i charakter. Czasami przemieszczając się miałam wrażenie, że odwiedzam inne miasta. Mieszkając na przedmieściach czułam się jak w przytulnym miasteczku, ale nadal w dużej przestrzeni. Dookoła zielono, piękny duży park pachnący eukaliptusem, szkoła nieopodal i jakieś 15 min pieszo do pobliskich sklepów. Do stacji metra nieco dalej, ale to tylko doskonała wymówka na przyjemny spacer.

Wracając jeszcze na moment do centrum miasta: mimo, że dużo się dzieje, ludzie są bardziej wyluzowani, życzliwi i zadowoleni. W tej mieszance kulturowej panuje prawdziwa tolerancja i szacunek do drugiego człowieka. Słynne Federation Square to serce miasta, gdzie mieszkańcy wspólnie spędzają czas, szczególnie podczas ważnych meczy lub Australian Open.

Federation Square



Flinders Street Station- główna stacja kolejowa Melbourne

Nowoczesne drapacze chmur skomponowane są ze starszymi, stuletnimi budynkami- najczęściej w stylu wiktoriańskim, nie brakuje też sztuki, balansującej czasem na granicy dziwactwa i inspirującego street-artu. Do tego Melbourne jest niesamowicie zielone, a w CBD znajdują się również bajkowe Królewskie Ogrody Botaniczne (ang. Royal Botanic Gardens), gdzie złapiemy wytchnienie w towarzystwie ponad 10 tys. gatunków roślin. Wszystko to tworzy doskonale do siebie pasującą mieszankę idealną. Estetyka Melbourne do mnie przemawia.

Po zachodzie słońca niesamowity klimat miasta poczuć można siedząc na zewnątrz knajpki z australijskim piwem, podziwiając wieżowce i rzekę Yarra. Mnóstwo ludzi w towarzystwie znajomych tak właśnie spędza czas po pracy.


 Royal Botanic Gardens






Street art w Melbourne

Pyszna kawa i jedzenie z całego świata

Kawa w Melbourne to nie po prostu kawa… To poezja! Kiedy czytałam o tym wcześniej- nie wierzyłam. Coś w tym jednak jest. Obojętnie czy idziemy do małej knajpki, czy prestiżowej restauracji. Kawa zawsze smakuje wyśmienicie. Jak oni to robią? Magia!

Oprócz małej czarnej, zakosztujemy jedzenia z całego świata. Obojętnie na co mamy ochotę. Aż nie można się zdecydować. Restauracji jest mnóstwo, jedna lepsza od drugiej. Na Lygon Street dosłownie możemy przenieść się do Włoch, nie tylko za sprawą jedzenia, ale również za sprawą atmosfery. W Chinatown zaprzyjaźnimy się z Azją. Popularna jest też kuchnia indyjska, tajska, meksykańska oraz lokalny fast food: fish and chips, albo burger z burakiem. W Melbourne miałam okazję skosztować wiele ciekawych dań i poszerzyć swoje kulinarne horyzonty.

W chińskiej restauracji wegetariańskiej "Gong De Lin"

Kilometry plaż i ocean

Kiedy mamy ochotę w słoneczny dzień wybrać się na plażę- w Melbourne jest to możliwe. Wystarczy wskoczyć do tramwaju i w pół godziny przenosimy się w zupełnie inne otoczenie. Błękitna woda, czyste powietrze, palmy, piaszczyste plaże. Można poczuć wakacje. Uwielbiałam spędzać czas na plaży w dzielnicy St Kilda, gdzie znajduje się historyczny park rozrywki. Z kolei w Brighton oprócz relaksującego oceanu, obejrzymy też ikonę Melbourne: kolorowe drewniane domki, przy których stale ktoś robi zdjęcie. Mają w sobie coś wyjątkowego, wprowadzają w dobry nastrój.

St Kilda
Luna Park St Kilda
Brighton Bathing Boxes

Zamiast wylegiwać się na plaży, można też spędzić czas aktywnie. Wzdłuż oceanu ciągną się kilometry ścieżki rowerowej. Oprócz roweru trzeba mieć obowiązkowo kask! Widoki są oszołamiająco piękne i niezapomniane. Swoją przejażdżkę wspominam jako jeden z najfajniejszych dni w Australii.

Doskonałe miejsce wypadowe

W okolicach Melbourne jest pełno interesujących, różnorodnych miejsc do odwiedzenia. Planując wypad na weekend, trzeba się poważnie zastanowić. Można przykładowo spędzić cały dzień testując australijskie wina i produkty regionalne w pobliskich winnicach, albo wybrać się na Philip Island spotkać się z pingwinami (o wyspie pisałam tutaj). Super pomysłem jest też wybranie się na wycieczkę przez malowniczą drogę Great Ocean Road i zobaczenie słynnych Dwunastu Apostołów.

 The Twelve Apostles

Możliwości są nieograniczone, a w samym Melbourne znajdziemy wszystko, czego szukamy z każdej dziedziny życia. 😊 Właśnie w takim mieście mogłabym zamieszkać i odkrywać je kawałek po kawałku. Codziennie na nowo.

Dla wszystkich, którzy jeszcze czują niedosyt australijskiej metropolii, krótki przewodnik po moim ulubionym Melbourne:






Komentarze

Popularne posty

https://www.facebook.com/insideofmeblog/?ref=bookmarkshttps://plus.google.com/u/0/107762706792663271073https://pl.pinterest.com/insideofmeblog/