Droga do marzeń: najtrudniejsza lekcja cierpliwości

Poznać to, co drzemie w głębi każdego z nas i podążać za swoim wewnętrznym kompasem wydaje się być jedynym słusznym kierunkiem i sensem życia. Tak rodzą się marzenia, albo bardziej precyzyjnie: cele, które z całego serca pragniemy osiągnąć. Czy właśnie one określają nasze przeznaczenie? W dużym stopniu tak, choć nie możemy przewidzieć, z jakiego powodu mamy takie, a nie inne marzenia i jakie doświadczenia czekają na nas wyruszając po nie. Poruszamy się z punktu A do punktu B, a pomiędzy nimi znajduje się droga, będąca najważniejszym składnikiem kształtowania życia i nas samych, a zarazem najtrudniejsza lekcja cierpliwości, jaką można sobie wyobrazić, bo przecież tak trudno jest czekać…


Zabawa z podstępnym czasem

Kiedy już uda nam się przezwyciężyć pierwszą trudność jaką jest dokładne określenie, rozpoznanie swoich marzeń i pozbycie się wewnętrznego oporu, trzeba zmierzyć się z czasem. Podstępnym, nieznośnym, bezkompromisowym, oddzielającym nas od momentu spełnienia, będącym niewiadomą. W niektórych przypadkach może być bardziej określony, ale tutaj radziłabym zachować szczególną ostrożność: właśnie na tym polega jego podstęp. Gdy jesteśmy pewni, że dokładnie wiemy, kiedy osiągniemy cel, czas tuż przed metą podstawia nam nogę i śmieje się za plecami… Jeszcze nie, jeszcze nie teraz.   


Czas to nauczyciel i wbrew pozorom sprzymierzeniec. Dobrze jest się z nim zaprzyjaźnić, bo wtedy jeszcze bardziej odczujemy, że działa na naszą korzyść. Jedno jest pewne: biegnie i nigdy się nie zatrzymuje, chociaż czasami mamy zupełnie inne wrażenie- to tylko iluzja wynikająca z ludzkiej niecierpliwości. Chcemy mieć wszystko „na już”, przekonani, że dopiero wtedy będziemy szczęśliwi. Tymczasem próba przyspieszenia wydarzeń jest stratą energii. Wszystko wydarzy się wtedy, kiedy naprawdę będziemy gotowi- nie z poziomu umysłu, który każe nam biec, a z poziomu wyższej jaźni. Po drodze oczywiście trzeba wyciągać wnioski. Tak bardzo skupieni na mecie zapominamy, jak ważna jest sama podróż. To ona przygotowuje nas do osiągnięcia celu.  

Im trudniej tym lepiej?

Paradoksalnie tak. Droga do marzeń nie może być łatwa, bo nie czulibyśmy satysfakcji po dotarciu do celu. Wszystko, co przychodzi łatwo jest niedocenione, a wręcz niezauważone! Nie o taki efekt chodzi. Odnoszę wrażenie, że trudność dostosowana jest proporcjonalnie do wielkości marzenia, czyli im większe, bardziej poza zasięgiem, tym bardziej wystawiani jesteśmy na „trening” charakteru i doświadczanie przeróżnych sytuacji, często nawet porażek. Wszystko to ma nas wzmocnić i zweryfikować, czego tak naprawdę chcemy. Zdarza się, że wtedy odkrywamy zupełnie nowe kierunki, uśpione talenty i rodzą się w nas inne pragnienia, albo świat zewnętrzny układa życie w zupełnie nieoczekiwany sposób.

Czy po niepowodzeniu poddamy się zniechęceniu, czy wstaniemy z nową siłą, gotowi iść dalej? To weryfikacja. Właśnie w takich momentach, wspominany wcześniej czas pomaga nam przejść ten proces. Kto wie, może tymczasowy odwrót to właśnie droga do celu?

  
Droga to Twoich marzeń jest jak ścieżka biegnąca przez labirynt. Widzisz jedynie kilka najbliższych metrów przed sobą. Nie wiesz, co czeka Cię za następnym zakrętem, ale także tam widzisz niewielki odcinek drogi. Czasami zapuszczasz się w ślepy zaułek i musisz zawracać; innym razem natykasz się na niespodziewany skrót, który przyspiesza Twoją wędrówkę. Tak samo wije się ścieżka prowadząca do Twoich marzeń. - cytat z książki Rhondy Bayne Bohater




Komentarze

Popularne posty

https://www.facebook.com/insideofmeblog/?ref=bookmarkshttps://plus.google.com/u/0/107762706792663271073https://pl.pinterest.com/insideofmeblog/