Vegemite i spółka, czyli australijskie przysmaki spożywcze

Piękno podróżowania to możliwość poznawania ludzi, lokalnych zwyczajów, stylu życia, który jest odmienny od naszego. Obserwując czerpiemy pełnymi garściami z nowej, zaskakującej na każdym kroku rzeczywistości. W tym odkrywaniu nie może zabraknąć oczywiście jedzenia, które wręcz tworzy późniejszy smak i zapach wspomnień odwiedzanego miejsca. Nie inaczej było w Australii. Tym razem jednak nie stricte o kuchni, a o prawdziwie australijskich przysmakach, które znajdziemy na sklepowych półkach.

Vegemite - drożdżowa pasta

Kultowy produkt i ikona australijskich przysmaków. Numer jeden do spróbowania na Antypodach. Dla wielu rzecz niejadalna, a dla większości Australijczyków smakołyk, bez którego nie wyobrażają sobie życia. Dosłownie! Nie mogłam się doczekać degustacji tej sławnej, gęstej pasty, mylonej przez przybyszów z nutellą, budzącej kontrowersje i żywe dyskusje.


Vegemite to ciemnobrązowa pasta z wyciągu z drożdży, warzyw i dodatkiem soli do smarowania pieczywa. Smak jest intensywny, trochę przypominający przyprawę maggi. Najlepiej sprawdza się cieniutka warstwa na chrupiących tostach z masłem. Vegemite nie da się zjeść dużo i najlepiej nie próbować jej prosto ze słoika. Możemy się wtedy negatywnie rozczarować i zrazić, a to byłby błąd. Dlaczego? Mimo specyficznego smaku, Vegemite to bogactwo witamin z grupy B, dlatego warto się przełamać.



Rozsławiony w całej Australii smakołyk powstał w roku 1922, kiedy angielscy osadnicy zniecierpliwieni czekaniem na dostawę z Anglii swojej ulubionej pasy drożdżowej o nazwie Marmite postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Technolog żywienia dr Cyryl Callister opracował więc lokalną wersję produktu, która niebawem podbiła serca mieszkańców.

Oryginalna reklama Vegemite z lat 50-tych:


Ciastka Tim Tam

Najpopularniejsze słodycze w Australii, produkowane od 1964 roku, dostępne w przeróżnych wariantach smakowych. Tim Tamy to po prostu dwa podłużne ciastka przełożone nadzieniem i sowicie oblane czekoladą. Są bardzo słodkie, dlatego najbardziej smakowały mi w wersji z gorzką czekoladą. Według producenta do produkcji ciastek zużywa się każdego dnia ponad 20 ton polewy czekoladowej, a rocznie sprzedaje się około 35 milionów paczek. Robi wrażenie!



Australijskie gwiazdy wśród słodyczy doczekały się też specjalnego rytuału jedzenia, zwanym Tim Tm Slam lub Tim Tam Suck. Polega on na równoległym odgryzieniu dwóch przeciwległych rogów ciasteczka, umoczenia jednej strony w kawie, herbacie lub innym gorącym napoju, a przez drugą nadgryzioną stronę wypija się zawartość kubka. Taka sobie oryginalna słomka. Następnie trzeba niezwłocznie zjeść rozpuszczające się ciastko.



Tim Tam Slam tutorial obejrzycie tutaj:


Napój Milo

Skoro już mowa o Tim Tam Slam, a my mamy ochotę poczuć Australię w stu procentach, zamiast użyć do tego celu kawy, wybierzmy prawdziwie australijskie Milo, czyli proszek z ekstraktu słodowego, ryżowego i kakao, który mieszamy z ciepłym/zimnym mlekiem lub wodą. Tak powstanie słodki napój bogaty w wapń, żelazo i witaminy: C, B3, A, B6, D, B2 i B12. Australijczycy wykorzystują też Milo jako dodatek do płatków śniadaniowych lub jako posypkę do lodów. 


Od początku powstania Milo, czyli od roku 1934, firma Nestle kreuje swój przysmak jako idealny dla sportowców i dzieci, ponieważ jego spożywanie ma oprócz witamin dostarczać siły i energii. Odzwierciedla to również wiodący slogan reklamowy: „Go and go and go with Milo”. Sama nazwa produktu pochodzi od najważniejszego atlety starożytnej Grecji: Milona. 

  
Reklama Milo z 2014 roku:

Weet-bix - sprasowane płatki śniadaniowe

Jak na miłośniczkę śniadań przystało, musiałam sprawdzić, jakie lokalne płatki serwuje Australia. Odkrycie było zaskakujące. Na początku myślałam, że są to po prostu zbożowe batoniki o bardzo chrupkiej fakturze. Zasmakowały mi w wersji „na sucho”. Jak się później okazało były to płatki w wersji sprasowanej, które tak jak sypkie dodaje się do mleka. Po kilku minutach, gdy weet-bix namokną nasza śniadaniowa miska zamienia się w gęsty koszmar! Jeżeli odpowiada Wam cementowa konsystencja śniadania to nie ma problemu. Ja zostanę przy weet-bixach w wersji bez mleka. Ich zaletą jest bez wątpienia wysoka zawartość błonnika pokarmowego i niska zawartość cukrów oraz prosty, krótki skład.


Weet-bixy powstały w połowie lat dwudziestych w Sydney, a zamysłem ich twórcy Bennisona Osborna było stworzenie produktu smaczniejszego od tradycyjnej granoli. Płatki promowane są jako kultowy krajowy smakołyk spożywczy i ulubione, zdrowe śniadanie Australijczyków.



Reklama Weet-Bix z lat 80-tych:


Orzechy makadamia

Na sam koniec muszę wspomnieć, że to właśnie w Australii można skosztować pysznych orzechów makadamia, które zostały odkryte w 1857 roku przez botanika Waltera Hilla. Mimo, że składają się w 70% z tłuszczu i są bardzo kaloryczne, mają wiele właściwości prozdrowotnych i korzystnie wpływają na urodę. Zdecydowanie nie można ich pominąć będąc w Australii.


Jaki australijski smakołyk najbardziej przypadł Wam
do gustu?




Komentarze

Popularne posty

https://www.facebook.com/insideofmeblog/?ref=bookmarkshttps://plus.google.com/u/0/107762706792663271073https://pl.pinterest.com/insideofmeblog/